wtorek, 13 maja 2014

Promocyjnie zakupowo

Witajcie

Zapasy kosmetyczne nieco stopniały, w związku z czym bez większego żalu pozwoliłam sobie na zakupy podczas promocji - 49% w Rossmannie oraz w ramach ostatniej akcji kosmetycznej Biedronki. Poniżej kilka zdjęć produktów, na które się skusiłam.




Biedronka zaskoczyła szczotką do twarzy - urządzenie z 4 wymiennymi nakładkami kosztowało 19,99 zł. Chusteczki zaś są stałym elementem demakijażu - tym razem swoją szansę otrzymały chusteczki Dada.



   


Kolorowo bez szaleństw, za to z biedronkową wersją pędzli Ecotools. Pierwsze użycie już było, myślę że będą ciekawą i wygodniejszą alternatywą dla zabierania na wyjazdy czy imprezy całego arsenału pędzli. Tym bardziej, że mają praktyczne etui. 
 



Wzmożona walka o powrót rzęs do formy trwa. Jako pierwsze do akcji wkroczyło serum Oceanic. Jestem szalenie ciekawa efektów, w związku z czym staram się stosować serum regularnie. Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad jego zakupem, jednak cały czas odstraszała mnie cena. Kiedy więc okazało się, że promocja - 49% obejmuje również serum, postanowiłam je zakupić i wypróbować. Krem i serum L'biotica za 7,99 zł sztuka mają bardzo dobre opinie, w związku z czym w tym przypadku nie było nawet chwili zastanowienia i oba kosmetyki powędrowały do koszyka.
 

czwartek, 8 maja 2014

Powrót na majówkę

Powoli zapominamy, że dopiero co był weekend majowy, który trwał zdecydowanie za krótko, a pogoda nas nie rozpieszczała. Udało się jednak wykorzystać kilka cieplejszych, bardziej słonecznych chwil. W niedzielę, na sam koniec majówki pojechaliśmy na wycieczkę do Iłży, na XVII Turniej Rycerski. Mały zwiastun z imprezy pojawił się już na Instagramie. Poniżej kilka zdjęć, których faktycznie zrobiliśmy ponad 300. 






 

wtorek, 15 kwietnia 2014

Zakupowy odwyk - czy aby na pewno?

Od jakiegoś czasu nie kupuję kosmetyków pod wpływem impulsu. Zauważyłam, że wchodzę do drogerii, oglądam i wychodzę, stwierdzając przy tym, że tak naprawdę dana rzecz nie jest mi do niczego potrzebna. I tak naprawdę dobrze mi z tym, tym bardziej że przekłada się to na sporą oszczędność pieniędzy, które można spożytkować na coś naprawdę potrzebnego lub ..... smacznego. Nie oznacza to jednak, że całkowicie zarzuciłam zakupy kosmetyczne. Kupuję jednak tylko produkty niezbędne, a zapasy sukcesywnie zużywam, co przekłada się na dużą ilość pustych opakowań.

Przechodząc do konkretów, chciałabym pokazać Wam moje skromne zakupy, które poczyniłam w kwietniu. Na chwilę obecną nie potrzebuję już nic innego, stąd już teraz, w połowie miesiąca postanowiłam przygotować post zakupowy. 






Swego czasu miałam kilka podkładów, których używałam zamiennie, w zależności od potrzeb. Teraz doszło do tego, że zostałam z jednym, który jest już na wykończeniu. Przy okazji zamawiania kosmetyków z Oriflame dla moich stałych klientek zamówiłam dla siebie podkład The One IlluSkin w odcieniu Nude Pink. Obawiałam się, że kolor może być nie trafiony, ale okazało się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Fluid Oasis Fresh Dawn z filtrem SPF 35 wzięłam z dwóch powodów - niskiej ceny i wysokiego filtra właśnie. Wiecie już, że od jakiegoś czasu do zmywania makijażu używam płynów micelarnych. Tym razem wybór padł na naturalny oliwkowy płyn micelarny marki Ziaja. Przy okazji zakupów w Biedronce w moje ręce trafił podkład Ladycode by Bell. Zobaczymy czy któryś z tych produktów zostanie ze mną na dłużej. Testowanie czas zacząć.

piątek, 11 kwietnia 2014

Projekt denko #22

Chroniczny brak czasu nie pozwala mi ostatnio nawet na regularne zaglądanie na Wasze blogi, a co dopiero mówić o napisaniu jakiejkolwiek notki. Dziś postanowiłam się jednak zabrać za kolejną odsłonę projektu denko, w ramach którego pokaże Wam, jakie produkty zostały wykończone w lutym i marcu. Denko dwumiesięczne ponieważ w lutym była dosłownie garstka pustych opakowań, w związku z czym doszłam do wniosku, że nie ma sensu pokazywać dwóch czy trzech pustych opakowań. 



Timotei, Intensywna Odbudowa, odżywka do włosów suchych lub zniszczonych z olejkiem z awokado - co do tej odżywki mam mieszane uczucia. A wszystko przez to, że czasami po zmyciu i wysuszeniu włosów okazywało się, że .... odżywka jednak się nie zmyła i zalega na włosach, przez co automatycznie kwalifikują się do ponownego mycia. Pomijając te dziwne przypadki, w zwykłych okolicznościach sprawdzała się całkiem przyzwoicie - włosy dobrze się rozczesywały, były wygładzone i nie plątały się.

Dove, Hair Therapy, szampon do włosów cienkich, pozbawionych objętości - kolejny dowód na to, że przypadkowe zakupy często okazują się bardzo trafione. Szampon gęsty, przez co łatwy w aplikacji. Bardzo dobrze się pienił i rozprowadzał na włosach, a do całego zabiegu wystarczyła naprawdę mała ilość. Szampon nie obciążał włosów, był łatwy w spłukiwaniu. A do tego kupiłam go w Biedronce za niecałe 4 zł.

Barwa Ziołowa, Szampon Pokrzywowy, do włosów przetłuszczających się - kolejny dobry produkt za śmiesznie małe pieniądze. Kupiony w Tesco za niecałe 3 zł. Włosy mył bardzo dobrze, choć po umyciu wymagał odrobiny odżywki, ponieważ włosy były lekko "słomiane", szorstkie. Ale za to muszę przyznać, że włosy po myciu dłużej były świeże. Mankamentem jest w tym przypadku opakowanie. Rozumiem, że za 3 zł nie ma co wymagać cudów. I ja tych cudów nie oczekuję. Ale tak duży otwór w butelce, jak w tym przypadku, powoduje niestety, że wylewa się zbyt dużo szamponu, co wpływa niestety na jego wydajność.




Ziaja, Masło Kakaowe, spray przyspieszający opalanie - hmm, niewątpliwą zaletą tego produktu jest jego wydajność. Miałam go tak długo, aż w końcu okazało się, że minęła data ważności. A spray'u nadal było dobre pół opakowania. Co do działania, to nie mam porównania z innymi produktami tego typu, ale byłam zadowolona.

Perfecta, Pin - Up, Miss Marine, Tropikalne Wygładzenie, Perfumowany peeling do ciała i Perfumowany krem do ciała - o tych dwóch kosmetykach możecie poczytać tutaj

Avon, Skin so soft, olejek nawilżający - porażka. Tyle alkoholu w składzie dawno nie widziałam. Nie ma mowy o nawilżeniu, jest za to podrażniona skóra. 

Organique, Balsam do ciała z masłem shea, Żurawina - rewelacja. Cudowny zapach, który bardzo długo utrzymuje się na skórze i nawilżenie na bardzo wysokim poziomie. Muszę koniecznie wypróbować więcej produktów Organique. W tym przypadku jedyny minus to ograniczona dostępność kosmetyków.








Mariza, Oczyszczająca maseczka do twarzy z glinką zieloną i oczarem wirginijskim - ciężko mi cokolwiek powiedzieć na temat tej maseczki, ponieważ nie dałam rady zużyć jej do końca. Nie mogłam znieść zapachu. Niestety, tym razem zostałam pokonana przez aromaty. 

Be Beauty, Płyn micelarny - rewelacja, kolejne opakowanie, a ja nadal nie zrobiłam mu osobnej recenzji. Wstyd i hańba. 

Nivea, Matujący krem nawilżający na dzień - krem Nivea to przypadek kosmetyku, który początkowo zupełnie mnie do siebie nie przekonał, ale w chwili kiedy zrobiłam drugie podejście do używania, okazał się całkiem niezły. Tyle, że w moim przypadku drugie podejście to używanie kremu na noc. Szybko się wchłaniał, nie obciążał skóry, nie powodował wysypu.




Oriflame, Master Curl Mascara - początkowo nie mogłam się przekonać do szczoteczki. I tak naprawdę do końca się nie przekonałam. Choć efekt na rzęsach był w sumie niezły. A tusz trwały.

Ladycode by Bell, DD Cream - było tanio, a to zdecydowany plus. Ale było też bardzo mało wydajnie. Do tego stopnia, że mogę śmiało powiedzieć, że był to jeden z najszybciej zużytych kosmetyków w mojej karierze makijażowo - blogerskiej. Baaa, w całym życiu. 

Alterra, ochronna pomadka rumiankowa - stosowałam ją zgodnie z przeznaczeniem. Może następnym razem skuszę się na stosowanie pomadki do rzęs, skoro tak wiele z Was twierdzi, że sprawdza się w tym przypadku. 

Reszta wyrzutków to kosmetyki, które były już tak długo otwarte, że zwyczajnie strach było ich używać (błyszczyk Mariza, pomadki Esprit i Catrice) lub też jak w przypadku lakierów - zgęstniały i nie nadają się do niczego.




Avon , Far Away - zapach trwały, elegancki.

Oriflame , Sparkle in Paris - jedne z dłużej używanych perfum. Zapach niby ładny, ale coś mi w nim nie pasowało. Nie potrafię niestety wskazać co.

Miniaturka zapachu Roberto Cavalli - miniaturka, która trafiła do mnie w ramach Glossyboxa. Przyjemny zapach, ale nie kupiłabym go w normalnej cenie. Według mnie nie warto.



poniedziałek, 3 marca 2014

Miss perfekcja

Produkty, które Wam dziś pokaże trafiły do mnie jeszcze w listopadzie w ramach wygranej na facebookowym profilu Perfecty. Załapałam się do pięćdziesiątki, która miała przetestować nowości. Przez jakiś czas oba produkty czekały w kolejce do użycia, aż wreszcie nadeszła ich pora. Dziś kilka słów o tym jak się sprawdziły i czy naprawdę są perfekcyjne.


Perfecta, Pin - Up, Miss Marine, Tropikalne Wygładzenie 
Perfumowany peeling do ciała
Perfumowany krem do ciała


Od producenta:


Perfumowany krem Perfecta Pin-up polecany jest do wszystkich typów skóry, bez ograniczeń wieku.

Jak działa:
Orzeźwiający zapachem morskiej pianki i tropikalnej plaży, silnie nawilżający krem do pielęgnacji ciała z kwasem hialuronowym oraz olejkami arganowym i migdałowym.
* Intensywnie nawilża.
* Regeneruje i spowalnia wiotczenie skóry.
* Nadaje jedwabistą gładkość.
* Pozostawia na skórze kuszący zapach, któremu trudno się oprzeć.

Efekt:
Skóra jest intensywnie nawilżona, a orzeźwiający zapach morskiej pianki pozostaje na niej bardzo długo.
Pojemność: 200 ml



Perfumowany peeling Perfecta Pin-up polecany jest do wszystkich typów skóry, bez ograniczeń wieku.

Jak działa:
Orzeźwiający zapachem morskiej pianki i tropikalnej plaży, peeling drobnoziarnisty do ciała z L-karnityną, kofeiną i algami.
* Usuwa martwe komórki naskórka.
* Pobudza mikrokrążenie i regeneracje.
* Rewelacyjnie wygładza skórę.
* Pozostawia na skórze kuszący zapach, któremu trudno się oprzeć.

Efekt:
Skóra jest wygładzona, a orzeźwiający morski zapach pozostaje na niej bardzo długo.
Pojemność: 200 g




Oba kosmetyki mają identyczne opakowania o pojemności 200 g. Tubki są bardzo miękkie w związku z czym jesteśmy w stanie wydobyć z opakowania całą zawartość. 

Krem ma bardzo lekką konsystencję, w związku z czym bardzo łatwo się rozsmarowuje. Dość szybko się także wchłania, nie brudząc przy tym ubrań. Zapach jest delikatny, przyjemny, ale niestety nietrwały. Jeśli chodzi o działanie, to muszę się przynajmniej po części zgodzić z zapewnieniami producenta. Krem naprawdę nawilża, a skóra jest po użyciu gładka. Efekt po zastosowaniu utrzymywał się dosyć długo. 

O ile kremu używam z przyjemnością, o tyle nie mogę tego samego powiedzieć na temat peelingu. Główna wada, która zdeklasowała go w moich oczach to fakt, że drobinki były tak drobne i delikatne, że nie było mowy o peelingu z prawdziwego zdarzenia. Wpłynęło to na trwałość, ponieważ trzeba  było naprawdę dużej ilości kosmetyku, żeby choć próbować zrobić peeling. Można pokusić się o stwierdzenie, że był to bardziej żel do mycia ciała z drobinkami peelingującymi. W efekcie po kilku próbach zużyłam go jako peeling do dłoni. 

Krem mogę określić jako naprawdę ciekawą propozycję. Niestety o peelingu nie można powiedzieć tego samego. Przynajmniej na mnie nie zrobił większego wrażenia, o efektach nie wspominając.